Twoje konto

GTranslate

Świeżo po powrocie z Azerbejdżanu

1 wpis / 0 nowych
Obrazek użytkownika miro132
Poznający Kaukaz
Niedostępny
Ostatnio był(a): 9 lat 8 miesięcy temu
Dołączył: 20.01.2011 - 00:58
23 luty, 2011 - 20:23

Świeżo po powrocie z Azerbejdżanu

Podróż do Azerbejdżanu – Baku
Opcje dojazdu.
1- Z dworca Ortachala w Tbilisi jedzie tylko jeden autobus o 16.30. Cena 30 lari.
2- Można dojechać taxi do miejscowości Marneuli, 30 km za Tbilisi skąd odjeżdżają z Placu Marneuli autobusy i marszutki. Nas interesowało jedynie rano więc znam tylko ranne możliwości. O godz. 09.00 minibus i o 11.00 autobus. Czas przejazdu wg. informacji turystycznej w Tbilisi to autobusu 15 h, marszutki 10-11 cena 30 lari autobus, marszutka 25.
3- Przejechać przez Czerwony Most do Azerbejdżanu i po drugiej stornie granicy stoją marszutki, autobusy i taxi które kogoś przywiozły. Później żałowaliśmy, że nie wybraliśmy właśnie tej opcji.
My wybraliśmy opcje nr 2. Nie wyjechaliśmy jednak o 09.00 tylko o 10.00. Kierowca czekał nie wiadomo na co. Jechaliśmy w busie z 5 babciami i jedną młodą dziewczyną. Po drodze jednak kierowca zbierał kogo mógł, nawet na krótkie odcinki. O 19.20 byliśmy w Baku. Acha- autobus był pełen worków z ziemniakami itp…. Na granicy pogranicznicy robili nam małe ustne problemy, kręcąc nosem odnośnie naszych vis Armeńskich. Nie obyło się bez pytań o Karabach, czy byliśmy itd…

1 dzień Baku
Wieczorem powitał nas deszcz. Taka mała odpowiedź na nasze narzekania w zakresie pogody w Armenii. Tam spadł śnieg drugi raz w roku na kilka dni i pierwszy raz temp. -11, a tutaj deszcz. Tutaj już na wstępie możemy polecić nocleg w hotelu Alstadt ul. Mammedyarov 3/2a e-mail eval(unescape('%64%6f%63%75%6d%65%6e%74%2e%77%72%69%74%65%28%27%3c%61%20%68%72%65%66%3d%22%6d%61%69%6c%74%6f%3a%61%61%65%40%62%6f%78%2e%61%7a%22%3e%61%61%65%40%62%6f%78%2e%61%7a%3c%2f%61%3e%27%29%3b')). Pokój dwuosobowy za noc 70$ ok. 55 AZN ze śniadaniem. Hotelik zrobiony z domu jednorodzinnego, mają chyba 7 pokoi. Przytulny, domowa atmosfera. Śniadania wystarczające i dobre. Łazienka pozostawia wiele do życzenia, ale sprawna, uprzejma i uczynna obsługa hotelu nadrabia wiele. Kiedy tylko weszliśmy do pokoju, poprosiliśmy o wyniesienie dostawki która tam stała. Recepcjonista przyniósł nam sam od siebie także dodatkowy grzejnik. Jest także klima oprócz kaloryfera, którą można sobie „pomóc”. Najważniejsze, że hotel jest w centrum Starego Miasta i do Baszty Dziewiczej jest jakieś 300 metrów. Kiedy dojechaliśmy do Baku od razu marszutkę zaatakował taksówkarz oszust. Tak go nazwę bo nas „wrobił”… Po pierwsze nie wiedzieliśmy za bardzo gdzie jesteśmy, a kiedy dopytywaliśmy się taksówkarza to sam nie wiedział gdzie leży nasz hotel, jak i nie znał ulicy na której jest położony. Potwierdziło się to później kiedy wjechaliśmy w stare miasto i zatrzymywał się co parę metrów pytając o drogę. Ostatecznie weszliśmy do jakiejś restauracji, której obecny właściciel też nie znał tego hotelu (jak się później okazało odległego od tej restauracji jakieś 200 metrów). Właściciel zadzwonił na nr Tel. hotelu który m dałem i w 3 minuty z hotelu doszedł do nas recepcjonista, który nas pilotował do hotelu. Z taksówkarzem przed wyjazdem ustaliliśmy cene 7 manatów. Jak się okazało aby wjechać do starego miasta należy zapłacić bilet 2 AZN. Kiedy dojechaliśmy do hotelu kierowca mówi że 7 AZN + 2 AZN co za bramkę zapłacił. Na nic się zdały tłumaczenia, że od początku wiedział że hotel jest w starym mieście i cenę podał 7 AZN. Zapłaciliśmy i tym samym podziękowaliśmy za dalszą współpracę, którą miały być wyjazdy do Janar Dah i ewen. Surachanów. To jak nas ocykał pojęliśmy szczególnie drugiego dnia, jak zobaczyliśmy przy świetle dziennym, że miejsce z którego jechaliśmy jest odległe na oko o 2 km od hotelu, a w nocy wszystko wyglądało inaczej.
2 dzień.
Na wstępie dygresja. Wjeżdżając do Azerbejdżanu niestety ponownie trzeba się przestawić. Potwierdza się reguła, którą wyrobiłem sobie po kilkukrotnym odwiedzeniu Turcji, następnie Egiptu. „Wzmóc czujność, oni jak tylko mogą to cię oszukają”. Zaczęło się od samej podróży w czasie której uprzejmy kierowca zaprosił nas w czasie postoju do swojego stolika. Po zjedzeniu jednego szaszłyka złożonego z dwóch kawałków mięsa z kością, kierowca zwrócił się do nas słowami abyśmy już szli do marszutki, że on do nas zaraz dołączy. W naszym odczuciu kierowcy marszutek w tych miejscach postoju nie płacą za jedzenie. Ich stoliki są sowicie zastawione warzywami, sałatkami i szaszłykami, a nie płacą za to, że dowożą klientów. Stają AKURAT w tym konkretnym miejscu. Po powrocie do marszutki kierowca nic od nas nie chciał. Na następnym postoju dopiero zapłaciłem mu za nasze bilety przejazdu. Jakieś 4 h później kiedy dojechaliśmy do Baku poprosił mnie na bok i powiedział, że zapłacił za naszego szaszłyka 5 AZN. Jeszcze raz – wzmóc czujność.
Zwiedzanie samego Baku. Trasa opisaną wg. przewodnika Lonely Planet. Baszta Dziewicza, warto z uwagi na widok z góry. Cena biletu 2 AZN. Tutaj z kolei ochroniarz postanowił zrobić się uczynny i zaoferował zrobienie nam zdjęcia. Czym się skończyło nie musze pisać. Tym razem jednak nie dałem mu grosza… a może powinienem… taaa…. Następnie Muzeum Szirwanszachów, wstęp 2 AZN. Warto zobaczyć. Oczywiście ani słowa po angielsku, żadnych opisów i tabliczek. Nawet w ich rodowitym języku! Dalej Centrum Muzealne w którym mieści się Muzeum Dywanów (bilet 4 AZN, ciekawe), Sztuki i jeszcze jedno którego nie pamiętamy. Tym razem na ostatnim czwartym piętrze była także wystawa fotograficzna. Centrum Baku robi ogromne wrażenie, szczególnie nocą. Ulica Nizami wgląda przepięknie. Każdy budynek wspaniale oświetlony. Zakupów nie polecamy, ceny zwalają z nóg, nawet zwykłych towarów spożywczych (czekolada Milka z orzechami w sklepie spożywczym 5 AZN). Kolacje zjedliśmy w restauracji L Aparte. Bardzo dobre jedzenie i w przystępnych cenach. Restauracja czynna 24 h na dobę. Zupa 2 AZN, Kebab 3,5 AZN, sałatka 2 AZN.
3 dzień – Gobustan
Do Gubustanu trzeba jechać marszutką. Marszutka nie odjeżdża już z placu Azneft, jak to jest podane w przewodnikach, a z placu 20 Stycznia. Dalej wg. tych informacji trzeba wysiąść przy drodze głównej do Gobustanu, skąd trzeba wziąć taxi. Wg. przewodnika koszt takiego taxi za objechanie wszystkich atrakcji to 25$ (3 lata temu), teraz pewnie ok. 30 AZN. Po przekalkulowaniu kosztów postanowiliśmy skorzystać z oferty hotelu w którym mieszkaliśmy. Jeden z pracowników zaproponował nam „transport” za 45 AZN. Zajęło nam to 5 h. Przejazd do Gobustanu 60 km, najpierw Wulkany Błotne. Nie ma możliwości szukania wulkanów „na własną rękę”, trzeba wziąć taxi. Wulkany robią niezłe wrażenie, wiatr był taki że ciężko było ustać na nogach. Następnie Rezerwat z malowidłami na skałach i „muzeum”. Wstęp do muzeum i rezerwatu 3 AZN, robienie zdjęć kolejne 2 AZN. Muzeum DOSŁOWNIE się rozwalało. Część dachu zerwana przez wiatr. W czasie jak tam przebywaliśmy wiatr był tak silny, że na naszych oczach odrywał kawałki dachu i rozrzucał po okolicy. Dlatego też obsługa muzeum poprowadziła nas na około muzeum na drogę zwiedzania, aby przypadkiem nie dostać takim latającym elementem. W drodze powrotnej Bibi Heybat Mosque znajdujący się przy drodze głównej oraz widok na James Bond Oil Field (to nic innego jak pole na którym kręcono zdjęcia do Jamesa Bonda).
4 dzień- Surachany, Nardaran, Yanar Dag, Suvelan, Mardakan… Ponownie skorzystaliśmy z oferty hotelu i ponownie zapłaciliśmy 45 AZN za objazd wszystkich tych miejsc. Najpierw Surachany. Mała „świątynia” otoczona murem w miejscu zwanym „nicość”. Niestety aktualnie wszystko w remoncie. Wejście 2 AZN + 2 AZN robienie zdjęć. O bilet należy się upomnieć!!! Następnie pojechaliśmy do Suvelan gdzie znajduje się piękny nowy meczet. Jeden z najpiękniejszych jaki widziałem. Na pierwsze piętro mają wejście tylko panowie a na parterze znajduje się oddzielna komnata dla pań. Tego dnia jednak 1 piętro było zamknięte z uwagi na dzień sanitarny. Kiedy mieliśmy jednak wychodzić podszedł do nas jakiś pracownik, spytał skąd jesteśmy, dał reklamówkę słodyczy, co jest tam zwyczajem, broszurkę i zaprowadził na 1 piętro pokazując zamknięte tego dnia pomieszczenia. Na 1 piętrze znajduje się pewne zdobienie ze srebra o wadze 1200 kg… Z Suvelan pojechaliśmy do Mardakan, gdzie nie ma nic ciekawego poza jedną wierzą, którą na prośbę otwiera pewien pan mieszkający w pobliżu. Następny etap podróży to Nardaran, gdzie znajduje meczet oraz kompleks zamkowy składający się wg. przewodnika Bezdroży z łaźni, zamku, mauzoleum i letniej rezydencji Szachów. Na miejscu jednak nie zastaliśmy niczego przypominającego ww., a tylko dość zniszczony jeden budynek otoczony murem. Albo nasz „przewodnik” nas nabijał w butelkę, albo co bardziej prawdopodobne w przypadku przewodnika Bezdroży zapomnieli dodać słowa „w wyobraźni”, albo „kiedyś był tutaj…”. Na koniec Yanar Dag, które miało być także wg. opisów przepięknym miejscem, robiącym niesamowite wrażenie. Samo zjawisko jest faktycznie interesujące, jednak zagospodarowanie okolicy kiepskie. Kilka metrów przed palącym się gazem znajduje się budynek i inne zabudowania, które niszczą efekt wizualny zjawiska. Mimo to warto zobaczyć.
5 dzień- Spacer po mieście, zakupy, bilet do Tbilisi. Przy organizowaniu powrotu należy być bardzo ostrożnym. Z recepcji hotelu zadzwoniono nam na PKS, gdzie uzyskano informację iż autobus d Tbilisi odjeżdża o godz. 11, 12, 13, 14, 16, i ostatni o 17. Pojechaliśmy tam dzień wcześniej kupić bilet (autobus 162 oraz 90 w zależności skąd się jedzie). Po znalezieniu odpowiedniego okienka (wierzcie mi nie jest to łatwe) zakomunikowano nam, że autobusy do Tbilisi zostały odwołane kilka dni temu. Można dojechać jedynie do Marneuli i jedyny autobus jedzie o 11 rano za 12 AZN. Po weryfikacji tej informacji (zawsze należy pytać 2/3 razy) zdecydowaliśmy się na nocny pociąg. Zanim jednak opuściliśmy PKS udaliśmy się do pierwszego okienka w którym siedziała dość uprzejma pani, a z którą to rozmawialiśmy na samym początku po przyjściu na PKS. Spytaliśmy ją jak to jest możliwe że jest na informacji kiedy dzwoniliśmy podali nam inne informację, a teraz się okazuje że jedzie tylko jeden autobus tylko do Marneuli, gdzie nota bene nie ma nawet prawdziwego dworca autobusowego. Pani była chyba jeszcze bardziej zdziwiona niż my i po krótkiej rozmowie postanowiliśmy ponownie odwiedzić okienko sprzedające bilety do Tibilisi. Po ponowieniu pytań i zapytaniu dlaczego na informacji telefonicznej podali nam, że jedzie autobus co godzinę od 11.00 do 17.00 bez godz. 15.00. z największym spokojem sprzedawczyni odpowiedziała, że tak te autobusy jadą!!!??? Następnie wyjaśniła mi, że może się zdarzyć że nie pojadą, bo nie będzie ludzi chętnych. Dlatego powiedziała mi że jedzie tylko o 11.00. abym na pewno miał transport do Tbilisi… Co to za kraj???? Ostatecznie zaleciła nam przyjść o 15.30. i złapać autobus o 16.00. bo ryzykowne jest liczyć na autobus o 17.00….. Biletu nie można kupić w tym wypadku wcześniej, jak tylko przed samym odjazdem.
6 dzień- powrót.
Dzień wcześniej umówiliśmy się z tym samym pracownikiem hotelu, że zawiezie nas za 7 AZN na dworzec autobusowy. Rano jednak przy śniadaniu okazało się, że przyjechał do pracy autobusem ponieważ spadł śnieg i nie mógł dojechać autem. Wyjrzeliśmy przez okno gdzie nie było ni centymetra śniegu, ale on wyjaśnił nam że Baku leży w dolinie i to dlatego. Zalecił nam abyśmy jechali jednak nocnym pociągiem, ponieważ w głębi kraju spadły śniegi a Azerbejdżańscy kierowcy nie są nauczeni jeździć w takich warunkach i bezpieczniej dla nas będzie jechać pociągiem. Postanowiliśmy udać się na dworzec PKP aby sprawdzić pociąg. Na dworzec można się dostać metrem – stacja 28 maja. Trzeba kupić kartę magnetyczną za 2 AZN i doładować ją. Jeden przejazd kosztuje chyba 0,5. Jak kupowałem kartę zapłaciłem 3 AZN i na karcie miałem 6 przejazdów. Dworzec to odświeżenie czasów PRL!!! W kasach (łącznie chyba kilkanaście) siedzą panie w wieku 35-55, każda w wadze ciężkiej, lub super ciężkiej, w mundurze i wyrazem twarzy „odwal się”. Kiedy podejdziesz do okienka pytając o bilety do Tbilisi odpowiada tylko „dalsze” nie informując które okienko. Chodzisz zatem jak ten głupek od jednego do drugiego słysząc wciąż te same słowo. Dla udających się do Baku sugeruję zacząć pytanie od okienka od lewej strony… pójdzie szybciej. Bilet w kuszetce 4 os. Kosztuje 27 AZN a w 2 os. 50 AZN. Pociąg wyjeżdża o 22.00., lepiej być wcześniej i wybrać sobie np. miejsce na górnym łóżku jak kto woli. Pociąg zawitał w Tbilisi o godz. 13.25, co znaczy 15h i 25 min, biorąc pod uwagę jednak możliwość spania w nocy (dostaje się świeżą pościel), nie jest najgorzej. W pociągu dostaje się deklarację celną do wypełnienia. Celnicy Azerbejdżańscy zrobili nam nieco problemu (25 minut) o wino armeńskie, które mieliśmy w torbie. Postarajcie się raczej uniknąć takich błędów.