Twoje konto

GTranslate

A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

7 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Obrazek użytkownika Grzesiek
Poznający Kaukaz
Niedostępny
Ostatnio był(a): 6 lat 9 miesięcy temu
Dołączył: 24.10.2011 - 08:54
17 Listopad, 2011 - 21:57

A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

Cześć.Większość z nas pisze o cenach,kwaterach ,jak gdzie,jak kiedy.Jasne,skupiamy się na tym co da przeżyć przygodę[b][/b] .A nic o niej.A i chyba za mało o mieszkańcach naszej miłości-Gruzji.
Opowiem swoją,małą.Trasa Batumi-Achaiciche.Jedziemy Isuzu Rodeo,świetnym wozem.Droga fatalna, bo choć czerwona na mapie,na podłożu zero asfaltu.Pogoda się psuje.Zimno,
chmurno i deszczowo.Humory odwrotnie.I się stało-guma,kapeć.Do najbliższego miasta 40km.Opróżniamy bagażnik,zapasowe koło już nasze,podnośnik pod samochod ...Nie.Nie mieści się.Konsternacja. Przymiarki, próby i mizerne usiłowania nie zmieniły nic.Jako że skład nasz był średno techniczny a mocno doradczy ,pomysły się kończyły.Dobrze że mieliśmy zapas(że ho,ho)tutejszego płynu,więc poza kierowcą wszyscy trzej na luzie.Mija godzina.Pojawił się miejscowy pasterz.I jak to anioł,widząc naszą niezaradność albo brak technicznej znajomości pojazdu,zapytał,porozmawiał miło i zatrzymał pierwszego Ułaza.Szybko uporał się z przekazaniem problemu.Wyszło pięciu życzliwych,rzeczowych i technicznych.Goście jak z serwisu formuły 1.Ok,dłużej niż 10 s ale - błyskawica.Uściski,podziękowania i z radością przekazuję część białego i czerwonego zapasu w ręce(?)wspaniałych ludzi za pomoc.Ufff.Bez nich nocujemy pod krzakiem(niedziela).
I tak było wszędzie.Za uśmiech dawali serce.Widziałem bezinteresowność,oczy ludzi życzliwych,po prostu dobrych.Dlatego w sierpniu tam jestem.Hm...I we wrześniu też.
grzesiek

Obrazek użytkownika volta2
Dżigit
Niedostępny
Ostatnio był(a): 2 lata 9 miesięcy temu
Dołączył: 01.03.2009 - 22:08
17 Listopad, 2011 - 23:49

Re: A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

ze śmiesznych rzeczy, które nam się przydarzyły to na szybko jedna historia
jesteśmy w szatili, jedziemy, a przynajmniej próbujemy dojechać do jakiejś jeszcze mniejszej i jeszcze głębiej w górach skrytej miejscowości, w/g przewodnika niedaleko, a warto, bo zamek jakiś tam jest.

po paru km zaczynamy wątpić, krzaczory już niemal zawładnęły drogą gruntową i planujemy wracać - a tu nagle z tych krzaków wyłania się chwiejna sylwetka mocno nieświeżego gruzina. łapie nas na regularnego stopa, w sumie przesiadłam się do tyłu do dzieci, i chłopa zabraliśmy. dzięki niemu zobaczyliśmy "cmentarz" w szatili(o którym cisza w przewodniku) i potem dotelepaliśmy się do zamku. chłop sobie poszedł a my wróciliśmy do obozowiska.

na drugi dzień zwiedzamy szatili, pełne słońce, pić się chce, więc sięgam po butelkę wody mineralnej, odkręcam, dziwię się, że gaz nie wylatuje, uznałam więc że to mineralka niegazowana i chlust, do góry pić całą paszczą.

no i to nie była mineralka, tylko czacza... a skąd się wzięła? ano chłopina zostawił zapewne przez nieuwagę. całe szczęście że nie zdążyłam tego dać dzieciom do picia, tylko sama rozpoczęłam degustację.

po zakończeniu zwiedzania kogo nasze oczy ujrzały? ano chłopinę. kiedy on zdążył na dwunastą wrócić do szatili to nie wiem, w każdym razie oddaliśmy mu tę czaczę, a gość nie wiedział o co kaman. nie pamiętał nas.

do dziś się śmieję na ten haust czaczy...

Obrazek użytkownika volta2
Dżigit
Niedostępny
Ostatnio był(a): 2 lata 9 miesięcy temu
Dołączył: 01.03.2009 - 22:08
18 Listopad, 2011 - 00:04

Re: A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

i jeszcze jedno, to już może mniej wesołe, ale ok, oceńcie sami.

wyrwałam sie z baku na narty do bakuriani. jechałam sama nocnym autobusem, żeby jak najszybciej dostać się do ośrodka nie zmarnować całej doby na podróż.
zastukałam do hotelu ok południa, dostałam coś na gorąco do przekąszenia i hej! pędem na wyciąg.
wróciłam, poszłam spać i wstałam dopiero na późną kolację.

i na tej kolacji mi robią wykład, że śniadania to u nich o 10-tej, obaiady o 15-tej i kolacje o 20-tej.
no to ja panu uprzejmnie tłumaczę, że nie jadę tu 20 godzin, po to żeby śniadać o 10-tej bo ja o 8 to już będę gotowa do drogi na wyciąg. i proszę, by mi to śniadanie dano przed ósmą. bo ja nie mgoę tracić czasu przecież, zaraz muszę wracać z powrotem do baku.

a pan się po głowie podrapał, popatrzył na mnie i oświadczył, że przecież w całym bakuriani dają zawtraki o 10-tej a wyciąg otwiera się po śniadaniu, czyli o 11-tej. no, może z racji 8 marca i święta to otworzą o 10.30

czy życzy sobie zatem pani to śniadanie o 8-mej?

oczywiście, sobie nie życzy:(
oczywiście, obiad musiałam przesuwać na porę po zamknięciu wyciągu, a kolacji już u nich nie jadłam, bo kiedy niby?

Obrazek użytkownika Redakcja kaukaz.pl
Dżigit
Niedostępny
Ostatnio był(a): 1 rok 4 mies. temu
Dołączył: 25.07.2007 - 19:59
18 Listopad, 2011 - 01:00

Re: A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

Dawno, dawno temu... kiedy Gruzją jeszcze rządził (a właściwie usiłował rządzić) Szewardnadze, wraz z kolegą odwiedzałem Gori. Po wizycie w muzeum tyrana trafiliśmy na dworzec by złapać pociąg do Tbilisi.

Były to takie czasy, że mimo pięknej sierpniowej pogody nie spotkaliśmy przez cały dzień żadnego turysty, bo wtedy to turysta był atrakcją dla miejscowych, nawet w takim mieście jak Gori. Dworzec w opłakanym stanie. Ze ścian odchodziły tynki z malowidłami prezentującymi wielkość "Ojca Narodów".

Nagle nasze uszy wypełniło stanowcze nawoływanie - Innostraniec! Zachadzi!!! Wołał miejscowy. Zapytał skąd jesteśmy, po czym - wraz ze swoim kolegą - zaprosił nas na obiad do dworcowej speluny. Uznaliśmy, że połączymy konieczne z przyjemnym, czyli czekanie na pociąg z poznawaniem Gruzinów.

Było gorąco, więc najpierw na stół wjechały litrowe kufle zimniutkiego piwa. Chcąc podziękować za zaproszenie chwyciłem za oszronione szkło ze złocistym napojem wołając łamanym rosyjskim - "Za Was! Za drużbu!" W tej chwili zobaczyłem, że nasi gospodarze mają źrenice jak pięć złotych a w powietrzu czuć ogólną konsternację... Miałem wrażenie jakbym ich obraził. Oni spojrzeli się na siebie, uśmiechnęli jeden do drugiego i stwierdzili, że pewnie po raz pierwszy jesteśmy w Gruzji. Potem jeden z nich uniósł swój kufel i krzykną - Za prezydenta Szewardnadze! - i wziął kilka łyków. Zdziwiłem się wielce wiedząc, że Gruzini mają dość swojego nieudolnego przywódcy... Kolejne toasty poszły już gładko - Za ministra obrony! Za ministra sprawiedliwości!

Ze dwa razy przelecieliśmy dookoła radę ministrów i dopiero wtedy powiedziano nam, że piwem pije się tzw. "ploche toasty" - generalnie za wrogów i powszechnie znienawidzonych ludzi. Dowiedzieliśmy się, że taka tradycja powstała w XIX wieku, kiedy to Gruzję zalały wojska carskie. Jak wiadomo wojsko musiało coś pić. Wódka i wino były za drogie i za mocne, więc błyskawicznie powstały liczne browary produkujące piwo podłej jakości. Wprawdzie w czasach Szewardnadzego piwo gruzińskie było już dobrej jakości, ale tradycja pozostała.

Kiedy na stół w naszej dworcowej knajpie wjechało wino i wódka to wreszcie posypały się toasty za przyjaźń, nasze ojczyzny i inne wartości. Za sutą ucztę zapłacił nasz gospodarz. Pamiętam jak dziś, że kiedy otworzył portfel zobaczyliśmy w nim kilkanaście banknotów 100-dolarowych, co nawet dziś budziłoby zdziwienie. Wtedy też obowiązywało lari, ale sprzedawcy chętnie przyjmowali płatności w USD. Na pożegnanie usłyszeliśmy, że nasz gospodarz w czasach ZSRR był w specnazie, potem przez jakiś czas ochraniał Szewardnadzego aż wreszcie założył swój biznes. Interesująca postać :wink:

Redakcja kaukaz.pl

Obrazek użytkownika janka
Poznający Kaukaz
Niedostępny
Ostatnio był(a): 8 lat 3 mies. temu
Dołączył: 29.08.2011 - 18:15
18 Listopad, 2011 - 11:13

Re: A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

Aby dojechać z Ninoshvili na Zubalashvili ,ulicę przy której mieści się Ambasada RP w Tbilisi, należy wsiąść na stacji metra, Mardzhanishvili i wysiąść na Tavisuplebis Moedani i cofnąć się w kierunku Rustaveli i odbić pod górę przy:… Mało istotne wydaje się jednak podawanie szczegółów dojścia z punktu A do punktu B, gdyż pytając się o drogę nie tylko człowiek otrzyma szczegółową odpowiedź jak dojść, ale zostanie przepytany, czy dobrze zapamiętał. Kiedy w tym roku wybierałam się znaną już drogą do Ambasady RP, wychodząc ze stacji metra moje serducho uśmiechnęło się na widok znanego z zeszłego roku taksówkarza i jakby to się działo wczoraj, pamiętało odbytą wtedy rozmowę ( oczywiście w języku rosyjskim)
Ja: Przepraszam jak dojść do Ambasady RP?
Taksówkarz: Cofniecie się w stronę Rustaweli i na wysokości opery pójdziecie pod górę a następnie w prawo, a Ty wiesz jak wygląda opera? Ja: Tak… i dla pewności pokazałam zdjęcie.
Taksówkarz: Tak, bardzo dobrze to jest opera. ”
Podziękowałam i zatrzymałam się jeszcze na chwilę, gdyż nie wiedziałam czy nie padnie następne pytanie, np.: A Ty wiesz jak jest pod górę? Hm mm jak się nie uśmiechnąć? I jak nie uśmiechnąć się do spotkanych w metrze ludzi, do kobiety z dzieckiem na ręku, której zapytałeś się: ile jest przystanków do Didube? Tak do tej samej, która nie tylko dała odpowiedź na Twoje pytanie, ale gdy merto zbliżało się do Didube przypomniała, że już teraz będziesz wysiadać.

Obrazek użytkownika vika
Amator Kaukazu
Niedostępny
Ostatnio był(a): 6 lat 8 miesięcy temu
Dołączył: 15.12.2010 - 22:28
30 Listopad, 2011 - 20:38

Re: A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

Tak przyjaznych ludzi jak w Gruzji nie spotkałam nigdzie. Tam traktuje się turystów (wciąż jeszcze) jak dawno oczekiwanych gości, którzy powinni wywieźć z ich kraju jak najlepsze wspomnienia.
Parę scenek;
Idziemy droga przez wieś w Wąwozie Pankisi. Pod ogromnym drzewem orzechowym siedzi pasterz.Podziwiamy z koleżanką dorodne orzechy oczywiście po polsku. Jednak on zrozumiał i natychmiast sięga po kij strącając nam wszystkim masę orzechów.
Idziemy dalej. Zza płotu wychylają się dorodne, ciemne winogrona.Też między sobą wyrażamy podziw, na co idąca obok nas kobieta biegnie do właścicielki ogrodu i po chwili idziemy z całymi naręczami tych pięknych winogron objadając się na potęgę.
Na koniec naszego pobytu w Duisi znana działaczka i szefowa zespołu - Bodi prowadzi nas do miejscowej rękodzielniczki każąc każdemu z nas coś wybrać. Kiedy sięgamy po portfele chcąc płacić stanowczo protestuje, gdyż chce nam po prostu zrobić prezent.
W Telawi podczas deszczu schroniliśmy się pod jednym z balkonów. Nagle podjeżdża wóz policyjny. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zamiast wylegitymowania nas (czego się spodziewaliśmy) usłyszeliśmy pytanie; czy mogą nam w czymś pomoc, może gdzieś podwieźć.
Zresztą co tu dużo mówić, pojedźcie i przekonajcie się sami
vika

Obrazek użytkownika aro
aro
Dżigit
Niedostępny
Ostatnio był(a): 4 lata 7 miesięcy temu
Dołączył: 23.04.2009 - 21:17
29 Grudzień, 2012 - 22:46

Re: A może "przygoda w Gruzji"? Coś wesołego,miłego.

nocowalismy gdzies w okolicach Batumi. chcielismy jechac na plaze, ale zaczepil nas starszy pan siedzacy przed domem. pytal sie mojej zony, skad jestem. jak uslyszal, ze z Polski, zaczal zaspiewac jakas piosenke ludowa (szla dzieweczka, czy cos podobnego). spytalem sie go, skad ja zna. odpowiedzi chyba kazdy sie domysla: w 45 jechal czolgiem na Berlin :)