Twoje konto

GTranslate

Gruzja w sześć dni

1 wpis / 0 nowych
Obrazek użytkownika Chmura
Nowicjusz
Niedostępny
Ostatnio był(a): 4 lata 4 mies. temu
Dołączył: 30.07.2015 - 16:30
30 Lipiec, 2015 - 16:45

Gruzja w sześć dni

Gruzja w sześć dni: Tibilisi-Kazbegi-Signagi-Gori-Mccheta-Tibilisi / 22-29 lipca 2015 r./

„Gruzja to mały kraj ludzi o wielkich sercach” – te słowa Gruzinki spotkanej w marszrutce mogą stać się mottem naszej wyprawy do Gruzji. Już z informacji przeczytanych na forum i obejrzanych zdjęć spodziewałyśmy się, że jest to kraj niezwykle urokliwej przyrody i zaskakujących Europejczyka spotkań z mieszkańcami. Dzisiaj po tygodniowym pobycie możemy to potwierdzić i dodać to także kraj kontrastów: bogatego, europejskiego Tibilisi i biednej wsi. To jednak w niczym nie umniejsza urody Gruzji, co więcej to właśnie ludzie i kontakt z naturą jest największą wartością tego kraju.
Pisząc tę relację, chciałabym pomóc tym wszystkim, którzy dopiero organizują wyprawę do Gruzji. Tym bardziej, że z opisów innym wypraw umieszczonych na form korzystałam planując nasz wyjazd.

1 dzień: Przylot do Tbilisi o godz. 5,00. Od razu z lotniska postanawiamy dostać się na dworzec w Didube . Pierwsza propozycja od taksówkarzy to 50 Lari, po stargowaniu płacimy 20 L /2x10/. Niestety w Didube musimy do godziny ósmej poczekać na marszrutkę do Kazbegi /10 L/.Taksówkarz proponował po 20 L, ale nie mógł rano znaleźć kolejnych 2 osób. 3- godzinny przejazd do Kazbegi to doświadczenie momentami ekstremalne. Kierowcy jeżdżą bardzo szybko, nie przestrzegają przepisów, na drogę co jakiś czas wychodzą krowy, ale o dziwo nie dochodzi do żadnych kolizji. Dzięki uprzejmości /wyproszonej!/ naszego kierowcy zatrzymywaliśmy się dodatkowo 2 razy : na zdjęcia w Ananuri i na punkcie widokowym przy pomniku przyjaźni gruzińsko–rosyjskiej. Jak się później okazało, marszutki tam nie stają. Miałyśmy farta.
Kazbegi – polecamy nocleg w Guest Hause LIA & RAMAZI /lia-kasbegi@mail.ru, eval(unescape('%64%6f%63%75%6d%65%6e%74%2e%77%72%69%74%65%28%27%3c%61%20%68%72%65%66%3d%22%6d%61%69%6c%74%6f%3a%6c%2e%6b%61%7a%61%6c%69%6b%61%73%68%76%69%6c%69%40%67%6d%61%69%6c%2e%63%6f%6d%22%3e%6c%2e%6b%61%7a%61%6c%69%6b%61%73%68%76%69%6c%69%40%67%6d%61%69%6c%2e%63%6f%6d%3c%2f%61%3e%27%29%3b')) /, są także na stronie booking.com. Dom przy wejściu na Cminda Sameba, czysto, dobre jedzenie, sympatyczni gospodarze. Zapłaciliśmy 20 L + 10 za śniadanie od osoby. Łatwo trafić, od centrum w stronę kościoła, za mostem w lewo. My pojechaliśmy taxi, za te parę metrów skasowali nas na 5 L. Tego dnia pojechałyśmy do granicy rosyjskiej, końca Gruzińskiej Drogi Wojennej z Polakami z Katowic, którzy podróżowali własnym samochodem. Pozdrowienia dla Piotrka i Dawida. Droga momentami dziurawa i wyboista, ale dla widoków gór warto. Pogoda nas zaskoczyła: chmury, wiatr, zimno jak na lato. Ale to przecież góry!
W Kazbegi spotkała nas niespodzianka, która także pokazuje mentalność Gruzinów. Płacąc za obiad w Kazbegi w restauracji w centrum SHORENA’S zamiast w GEL zapłaciłam w EURO. Zorientowałam się dopiero po kilku godzinach. Wróciłyśmy do restauracji i zwrócono mam różnicę /połowę/. Polecamy także chaczapuri w sklepiku przy restauracji, co prawda 4 GEL to drogo jak się później okazało, ale naprawdę były dobre.

2 dzień Kazbegi. Wejście na Cminda Sameba: rewelacyjny, niepowtarzalny widok na kościół na tle olbrzymich gór. Tego widoku nie można sobie odpuścić, nieprzypadkowo stał się symbolem Gruzji, jej potężnych i pięknych gór. My wyszłyśmy pieszo, naprawdę warto, powolny spacer zajął nam 2,5 godziny. W przewodnikach piszą, że można wejść w 1,5 h. Mijało nas sporo samochodów, ale nie znam ceny. Myślę, że wyjechanie na górę odbiera sporą część wrażeń.
Tego dnia wróciłyśmy do Tibilisi. Z dworca Didube przejechałyśmy metrem /trzeba tylko przejść przez plac/ na stację Samgori. W metrze na początku trzeba kupić jedną kartę za 2 GEL i za każdy przejazd płacimy po 0,5 GEL. Po 19,00 nie mogłyśmy się dostać do Signaghi. Marszutki po 6 GEL odchodzą o godz. 9, 11, 13, 15, 17. Można także dojechać za 70 -60 GEK taxi.

3 ,4 dzień: Signaghi
Już przy wysiadaniu z marszrutki miłe zaskoczenie. Spotykamy Polkę, u której będziemy nocować. Początkowo myślałyśmy o jednej nocy, zostałyśmy dwie. Celina i Piotr Wasilewscy otworzyli Guest House w Signagi dopiero 3 miesiące temu. Trzy czyściutkie, pomalowane na biało pokoje z łazienką. Wygodne łóżka, niepowtarzalne rozmowy z Polakami, którzy wybrali życie w Gruzji. Naprawdę warto u nich się zatrzymać: Signaghi ul. Pirosmani 2 /znak szczególny: polska flaga/ Peter Guest House eval(unescape('%64%6f%63%75%6d%65%6e%74%2e%77%72%69%74%65%28%27%3c%61%20%68%72%65%66%3d%22%6d%61%69%6c%74%6f%3a%63%65%6c%69%6e%61%2e%77%61%73%69%6c%65%77%73%6b%61%36%33%40%67%6d%61%69%6c%2e%63%6f%6d%22%3e%63%65%6c%69%6e%61%2e%77%61%73%69%6c%65%77%73%6b%61%36%33%40%67%6d%61%69%6c%2e%63%6f%6d%3c%2f%61%3e%27%29%3b')). Dodatkowym atutem noclegi jest sąsiedztwo Guest House NATO&LADO /są na booking.com, polecani też na tym forum/. Organizują wycieczki po Kacheti do winiarni z degustacją wina i czaczy, monastyrów m.in.w Necresi /25 GEL od osoby. Jechaliśmy dobrym samochodem na 6 osób, kierowcą był mąż Nato – Walery, który dbał o nasze nerwy.
Z Signaghi warto wybrać się do Monastyru BODBE / taxi 5 GEL, po drodze miejsca widokowe na zdjęcia/ - miejsca pochówku św. Nino, która sprowadziła chrześcijaństwo do Gruzji. Stary monastyr, obok budowany nowy i można zejść ok. 500 schodów na do źródełka św. Nino. Jeżeli ktoś nie da rady wrócić na górę, jest taxi -10 GEL.
Signaghi jako miasto rozwinęło się dopiero w ostatnich latach. Warto wybrać się na spacer po starym mieście otoczonym murami / najlepiej zachowanymi w Gruzji/. Dla tych, którzy chcą zobaczyć coś niepowtarzalnego warto odnaleźć cmentarz /polecany przez Piotra Wasilewskiego/. My byłyśmy tam o zachodzie słońca – wrażenia niesamowite. W polecanej prze Celinę restauracji zjadłyśmy 12 sztuk i dzbanek wina domowego – 15 GEL/. Jak się później okazało, był to najsmaczniejszy obiad.

5 dzień David Gareja
Skorzystaliśmy także z wycieczki do DAVID GAREDŻA /po 25GEL/. Obejrzenie stepu gruzińskiego, kamiennego monastyru i wspinaczka na gorę, aby zobaczyć w oddali Azerbejdżan długo pozostaje w pamięci. Należy zabrać wodę i odpowiednie buty. Wiem, że można dojechać do David Gareja z Tibilisi – BUS LINE.
Dodatkową atrakcją dla nas był pobyt w domu rodzinnym Walerego na wsi po drodze. Zobaczyliśmy wiejski gruziński dom, popiliśmy domowego wina, zobaczyliśmy kawałek prawdziwego świata Gruzinów.
Tibilisi – nocleg w hostelu M42 niedaleko placu Rusaweli eval(unescape('%64%6f%63%75%6d%65%6e%74%2e%77%72%69%74%65%28%27%3c%61%20%68%72%65%66%3d%22%6d%61%69%6c%74%6f%3a%6d%34%32%68%6f%73%74%65%6c%40%67%6d%61%69%6c%2e%63%6f%6d%22%3e%6d%34%32%68%6f%73%74%65%6c%40%67%6d%61%69%6c%2e%63%6f%6d%3c%2f%61%3e%27%29%3b')). Pokój 2-osobowy -70 GEL. Międzynarodowe towarzystwo, ładne położenie /na górze pod parkiem rozrywki/, wygodne spanie, czysto. Miła młodziutka obsługa, która podpowiedziała, co należy zobaczyć w Tibilisi. Koniecznie trzeba zobaczyć miasto nocą. My oglądałyśmy w niedzielny wieczór, wiec atrakcji było więcej: grające fontanny, pięknie oświetlona twierdza i najciekawsze miejsca, przejazd kolejka linową na górę / 2 GEL w obie strony /

Dzień 6 Gori, Upliscyche, Mccheta
Do Gori marszutką – 5 GEL. Nie zatrzymywałyśmy się tam, odpuściłyśmy muzeum Stalina. Stamtąd bezpośrednio marszrutką do Upliscyche - skalnego miasteczka /1Gel, my dopłaciłyśmy po jeszcze 1 Gel i dowieźli nas na miejsce. Skalne miasto warto zobaczyć 3 GEL, studenci – 1GEL/, choć ponoć w Wardzi jest ciekawsze. Będziemy mieć skalę porównawczą. Z Upliscyche trudno się wydostać. My wynajęłyśmy taxi – 50 GEL /4 osoby / do Mcchety - wcześniejszej stolicy Gruzji. Taniej na pewno byłoby do Gori. W Mcchecie trzeba być koniecznie: piękne czyściutkie, nowe miasteczko, najpiękniejszy, moim zdanie, monastyr w Gruzji. Z Mcchety pojechałyśmy taxi /nie ma innej opcji/ do monastyru Dżwari /20 GEL za 4 osoby/

Wiem na pewno, że do Gruzji wrócimy za rok, najpóźniej za dwa. Przed nami Mestia i okolice, może Tuszetia, bo jak mówili Gruzini, zobaczyłyśmy tylko 10 % Gruzji. Jeździłyśmy taxi, marszrutkami, stopem, pieszo i myślę, że poczułyśmy atmosferę tego kraju. Dla zainteresowanych: wydałyśmy 330 EURO na dwie osoby, nie oszczędzając. W wersji skromniejszej można zrezygnować z taxi i szukać tańszych noclegów w pokojach wieloosobowych.
Chętnie odpowiem na pytania.