Twoje konto

GTranslate

Pomysł na gruzję w 7 dni

1 wpis / 0 nowych
Obrazek użytkownika mszelag
Nowicjusz
Niedostępny
Ostatnio był(a): 4 lata 9 miesięcy temu
Dołączył: 23.04.2014 - 19:25
23 Kwiecień, 2014 - 19:26

Pomysł na gruzję w 7 dni

Cześć, chciałbym przedstawić moją podróż do Gruzji i przedstawić plan na 7 dni. Podam parę informacji, które mogą się przydać tym, którzy jeszcze nie byli – a sam plan nieco zainspirować. Byliśmy 4 osoby w kwietniu (08.04.2014-15.04.2014) lecąc z KAT do Kutaisi, oczywiście z naszym ukochanym wizz’em.

1. Dzień – Kutaisi – Borjomi – generalnie Kutaisi w ogóle nie zwiedzaliśmy, bo mieliśmy plecaki ze sobą, a ja byłem świeżo po operacji kolana. Najważniejsze to nie dać się złapać taksiarzom, którzy będą żądać 20lari na przewóz do centrum Kutaisi, marszrutki jeżdżą za 2 lari. Tam tylko wymienić pieniądze i można łapać marszrutkę na Khashuri (Haszuri) za 5 lari. Tam od razu przesiąść się do marszurki do Borjomi za 2 lari. Można oczywiście bezpośrednio jechać do Borjomi, ale to najtańszy wariant a zobaczenie Haszuri i całego harmideru tam, zjedzenie pierwszego Chaczapuri było pozytywnym doświadczeniem. Do Borjomi udaliśmy się i spaliśmy już nieraz wspomnianego Leo (15 Lari jeśli się ponegocjuje poza sezonem), odebrała nas jego mama – która jak na swój wiek świetnie mówi po angielsku (to dla tych którzy nie gadają po rosyjsku, jak ja), bierzcie u nich śniadanie bo jest naprawdę ogromne a za 5 lari. Samo Borjomi jest średniociekawym miejscem, aczkolwiek warto zobaczyć Park z wodą Borjomi (jak i sprobować samej wody, w parku jest jej darmowe źródło – wersja ciepła, ale też gdzieś przed wejściem do parku jest zimna – polecam zapytać Leo). Na dworcu głównym w Borjomi polecam restauracje z Chaczapuri, których rozmiary powalają (4lari/sztuka), generalnie pół zjedliśmy a pozostałe resztki były na dzień następny na podróż. Sam Leo to o tyle ciekawa postać by spędzić z nim wieczór i wybrać się na wycieczkę. Widać, że lubi historię Gruzji i jest z niej dumny, fajnie opowiada, przeciekawy i nadpobudliwy człowiek! Pijąc z nim wieczorem czułem się jak na wielkiej uczcie, gdzie padały poważne toasty.
LEO - http://goo.gl/maps/bzk6k

2. Dzień – Borjomi – Wardzia – Tbilisi – za 25 Lari od osoby Leo zabierze was w podróż po Zielonym Klasztorze, jakiś tam zamek w mieście:P, no i do Wardzi (1lari/os. Student) oraz gorących źródeł (3 lari/os.). Generalnie polecam miejsca widokowe, Leo jeździ nieco odważnie, ale wie co robi. Gorące źródła są generalnie hitem dla mnie – kto był to wie, kto nie był polecam. Po powrocie Leo zawozi nas do Haszuri na nocnego busa to Tbilisi (w sumie ok. 15 lari). Metrem (0,50 Lari) jedziemy na Liberty Square a stamtąd dreptamy do Friends Hostel (generalnie miejsce bez szału, my tam tylko poszliśmy na nocleg), ale w miare tanio bo za 14 Lari (po małych negocjacjach w postaci żubrówki).
FRIENDS HOSTEL - http://www.friendshostel.ge/

3. Dzień – Tbilisi – Kazbegi – Tbilisi – Rano jedziemy przez dworzec główny w Tbilisi, gdzie kupujemy bilety nocne na pociąg do Batumi (23 lari/os.), ale o tym później. Z Didube nawet nie szukając, odnajduje nas busiarz do Kazbegi (10 lari, lub 15 lari z innymi atrakcjami – kościółek i pomnik przyjaźni). Na miejscu od razu przerzuca nas do swoich kumpli (a sam cierpliwi czeka aż wrócimy) w jeepach by wwieźli nas na Kazbegi (40lari za jeepa, 10lari/os). Podziwianko, dziesiątki fotek, plus chwila zadumy w trakcie obrzędów w Gergeti Trinity – jest klimat. Sam szczyt Kazbegi za chmurami, ale to dla niego typowe ponoć, wstydziuch jeden. Siesta we wsi i powrót do Tbilisi. Na 17.00 byliśmy już w Tbilisi, które w końcu odrobinę pozwiedzaliśmy i poszliśmy pojeść do fajnej, a taniej knajpy (http://goo.gl/maps/q6epk), nazwy oczywiście nie pamiętam, ale poznać, że jest w miarę wąska, bar głęboko w Sali oraz schody po prawej na piętro. Tam spaliśmy u znajomego, ale z Couch Surfingiem nie powinno być problemów, a jak nie to możecie wrócić do Friend Hostel.

4. Dzień – Tbilisi – Signagi – miałem wątpliwości, że zdecydowałem się na Signagi zamiast na Telawi, ale był to trafny wybor, dojeżdżamy na marszrutkę przy stacji metra SAMGORI i za 8 lari jedziemy. W busie nocleg załatwia się znowu sam za 20 Lari u Maia’i (Mai) , pokoje to niezły gruziński standard, pryszcznic z ciepłą wodą, który czasami niedomaga, ale działa. Do tego Maia ma rewelacyjne czerwone słodkie wino (7lari/litr, pewnie można było coś taniej kupić, ale to było po prostu boskie), kupilismy od razu 11 litrów. Do Polski ledwo zostało 2 litry. Samo miasto jest turystyczne więc drożej niż w Tbilisi jeśli chodzi o knajpy, gdybym wiedział to wolałbym zjeść chaczapuri z budy niż iść do restauracji znowu. Polecam tutaj przejść się po murze obronnym części południowej, ale później iść wzdłuż północnej i dojść na koniec cmentarza (oczywiście tu wina już nie piliśmy ). Widoki są rewelacyjne na miasto, miejscowości poniżej. Wieczorny spacer również jest wspaniały, szczególnie gdy na ulicach już nikogo nie ma (przyp. Kwiecień to raczej średni okres turystyczny)
MAIA – 00995 355 23 12 86, eval(unescape('%64%6f%63%75%6d%65%6e%74%2e%77%72%69%74%65%28%27%3c%61%20%68%72%65%66%3d%22%6d%61%69%6c%74%6f%3a%64%69%73%63%6f%76%65%72%73%69%67%6e%61%67%69%40%79%61%68%6f%6f%2e%63%6f%6d%22%3e%64%69%73%63%6f%76%65%72%73%69%67%6e%61%67%69%40%79%61%68%6f%6f%2e%63%6f%6d%3c%2f%61%3e%27%29%3b')) , 7 Saint George str., Signagi 4200

5. Dzień - Signagi – Tbilisi – Batumi – z rana bus (znajomy Mai) podjeżdża po nas (8 Lari), a dopiero później na oficjalny przystanek. Spędzamy cały dzień na zwiedzanie Tbilisi, aż do 22.45 gdy jedziemy naszym pociągiem nocnym (rewelacja jeśli porównać do PKP! Spokojnie można zamknąć się bez problemu, że ktoś wejdzie, kontrola biletów tylko na samym początku, więc nikt nie budzi, jedyny minus to brak okien i klimatyzacji – albo była w kwietniu wyłączona). Samo Tbilisi nie zrobiło na mnie większego wrażenia.

6. Dzień – Batumi. Rano w Batumi mieliśmy zajść do hotelu w Makindżauri za 10 Lari, ale cóż – nie znaleźliśmy go, to dobrze! Bo spotkał nas Tengiz (taksiarz, ale jedyny który mnie nie wkur…ł w Gruzji!!:)). Co prawda nie dogadaliśmy się po rosyjsku (da i nie panimaju to troche za mało), ale za 15 lari mamy u niego nocleg a on sam podwozi nas do siebie – jeszcze bardziej na północ jeszcze powyżej ogrodu botanicznego (15 minut spacerkiem od niego). My patrzymy gdzie wysiadamy i gdzie jest centrum Batumi – Tragedia myślę! A tu co? Tengiz mówi byśmy się rozgościli w pokoju dla 4 osób, przespali się chwilę i przyszli do niego na turecką kawę (lepsza była tylko u mamy Leo w Borjomi!!!). Po czym zawozi nas swoją taksą do centrum Batumi i pokazuje, gdzie w miarę tanio zjeść. My trafiliśmy na raczej kiepską pogodę, więc miasto nie robiło zbyt dużego wrażenia, ale podejrzewam, że w wakacje musi tu być cudownie – mimo, że miasto to kontrasty wysokich często sytych w złoto budowli, monumentów oraz opuszczonych ruder i biedy, taki bogaty kicz, co kto lubi. Wzięliśmy busa do Sarpie (czyli granicy Turecko-Gruzińskiej), napiliśmy się tam kawy i wróciliśmy przez Gonio (wykopaliska starej twierdzy za czasów cesarstwa rzymskiego, za 1,5 lari można wejść na 15 minut, ale nie porywa niczym). Tam idziemy na Chaczapuri Adżaruli do restauracji przy Batumi Piazza (http://goo.gl/maps/bzk6k), nazwy oczywiście nie pamiętam, ale w środku jest beżowa i na ścianach są kadry z jakiegoś starego filmu, którego oczywiście nie znam. Wróciliśmy marszrutką do makindżauri skąd taksą odebrał nas już Tengiz (za wszystkie podwózki nie brał ani Tetri). Wieczorem zaprosił nas na poczęstunek Czaczy, co generalnie skończyło się całkiem ciekawą popijawą. Faktycznie nie warto było się opierać z piciem, trzeba była po prostu pić, wiedziałem to kiedy padło hasło gaumarjos polonet’shi, a ja odpowiedziałem gaumarjos sakartvelos – pozytywne.
Tengiz - http://tengizhouse.blogspot.com/p/blog-page_9374.html
Dachi - https://www.facebook.com/dachi.malakmadze?fref=ts , spotkaliśmy go na granicy TR-GE i oferował nam również nocleg w Batumi, bliżej centrum, jako, że sprawiał wrażenie zaufanego podajemy go tutaj, zna Angielski. – 00995 577 32 64 13

7. Dzień - Batumi – Kutaisi, w końcu odsypiamy trochę i jak się zwlekliśmy z łóżek to poszliśmy do ogrodu botanicznego, który mieliśmy pod nosem z domu Tengiza, miejsce rewelacja nawet dla tych, których roślinki i drzewka nie obchodzą. Wstęp 6 lari wydawał nam się nieco zawyżony, ale na miejscu zmieniłem zdanie. Świetna sprawa..:), dochodząc do końca ogrodu można wyjść nad morze przez (chyba opuszczony, nieczynny) dworzec kolejowy i chwile nacieszyć się morzem z dala od zgiełku miasta Batumi. O 15 mówimy Tengizowi, że będziemy się zbierać na busa i prosimy by nas odwiózł, sądziliśmy, ze resztę dnia przemaszerujemy z plecakami po Batumi, ale Tengiz zadbał by było inaczej. Podwozi nas pod busa, spisuje nam numer telefonu kierowcy busa, który o 23.30 jechał do Kutaisi (uprzednio zatrzymując się przez lotnisko) za 13 Lari, pogadał z nim chwile, wsadził nasze plecaki do bagażnika busa i zapewnił nas skąd i kiedy odjeżdża, po czym pożegnał się i odjechał. Tengiz-Chan to najfajniejszy koleś (>50 lat) jakiego poznaliśmy. Po czym lekko bez plecaków udaliśmy się na parogodzinne zwiedzanie (niestety nie udało się nam dotrzeć do delfinarium na czas, ale inni polecali;) ), później bus, lotnisko i powrót do Katowic.

Z informacji generalnych to całkowity koszt wyniósł mnie ok. 700-800zł za wszystko (lot 280zł czyli cena nienajniższa, ok. 300zł za noclegi i przejazdy, a 200zł na jedzenie, wino, etc.).