Twoje konto

GTranslate

Anaklia- przedziwny kurort

1 wpis / 0 nowych
Obrazek użytkownika buba
Dżigit
Niedostępny
Ostatnio był(a): 1 miesiąc 3 tyg. temu
Dołączył: 14.12.2011 - 18:59
25 Październik, 2016 - 18:05

Anaklia- przedziwny kurort

Dzis odwiedzamy najbardziej polnocny kraniec gruzinskiego wybrzeza. Miejscowosc Anaklia lezy przy granicy z Abchazja, tam gdzie rzeka Enguri wpada do morza. Na pierwszy rzut oka teren wokol robi wrazenie normalnego kurortu ale to wrazenie bardzo złudne. Bardzo szybko, gdy rozejrzymy sie wokol siebie, zaczyna “cos nie grac”. Byla sobie tu kiedys wies, kury, kaczki, małe domki, bagniste morze i chaszcz.... I nagle w glowie gruzinskich władz powstal szatanski plan! I w miejsce to zostaly wpompowane gigantyczne pieniadze aby w pustce i nicosci wzniesc od podstaw super nowoczesną i ekskluzywną miejsowosc wypoczynkowa. Poniosła fantazja, starczylo władzy i wpływów aby rozpoczac i rozhulac inwestycje. Ale cos nie wyszlo. Czy kasa sie nagle skonczyla czy pomysl jednak okazal sie nierealny i zweryfikowalo go zycie? Prace w polowie zawieszono, strumien turystow chcacych wyskakiwac z pieniedzy nie nadplynal a wszystko wokol uleglo zawieszeniu w jakims niebycie. Zostalo miejsce o wygladzie i atmosferze jak z kosmosu- pelne nowych fikusnych budowli, ktore powstawaly naraz, na wyscigi ale wiekszosc nie ulegla wykonczeniu. Przy wjezdzie na nadbrzeze stoi znak. A zaraz za nim jest wypozyczalnia quadow. To zestawienie moze byc symbolem calej miejscowosci.

Jest kilka skonczonych i oddanych do uzytku hoteli ale kosmicznie drogie ceny powoduja ze niewielu wczasowiczow chce z nich korzystac. Basen przed dzialajacym hotelem porasta chwastem. Jest koniec lipca. Turystow spotkalismy tu kilkunastu.

Plaza jest srednia, blotnista, utwardzona ratrakiem. Przy niej jest trawnik i palmy, wyraznie pochodzace ze sztucznych nasadzen. Dzis sa ogromne fale ktore jakos powstaja nagle przy brzegu bo dalej morze jest spokojne. Fale niosą ze soba muł i strasznie piorą kamieniami. Toperz bardzo szybko ucieka z kapieli. Morze jest metne i brazowe, chyba z racji tego zbełtania przez fale.

Przez miejscowosc idzie szeroka, wybetonowana promenada, obsadzana palmami.

Przechodzi ona w ogromny wiszacy most nad rzeka Enguri.

Pod mostem stoi wrak drobnego plywadla- wyglada na pogłebiarke, ktora probowala wykonywac jakas prace a nie uratowala nawet siebie. Muł nanoszony przez rzeke Enguri wygral tym razem.

Kawalek dalej w ocembrowanej przystani stoi wypasny jacht. Dlugo chodzimy wokol i rozwazamy. Rozwazamy jak on sie tam znalazl i czy juz tam na zawsze pozostanie. Wokol beton. Tam gdzie jest połączenie z morzem jest mielizna, moze po kolana wody. Nie rozwiazalismy zagadki jachtu. Czy wplynal tam w czasie wyzszej wody i utknal? I teraz czeka na przyplyw albo drugie zycie poglebiarki? A moze postawili go tam do ozdoby, jak pomnik czy makiete - aby miejscowosc wygladala bardziej wypasnie i kurortowo?

Kawalek dalej na nabrzezu stoi jakby wieza stylizowana na pojazd kosmiczny. Najwyzsze pietro tworzy kilka ogromnych “talerzy”. Blaszane fragmenty zdolaly juz podrdzewiec.

Na gore prowadza prowizoryczne pomosty, pozbijane gwozdziami i lekko skrzypiace pod nogami. Nie wiem czy to pozostalosc po robotnikach budowlanych z przeszlosci czy oddolna inicjatywa lokalnych dzikich eksploratorow.. Probuje sie wspiac po owych dechach ale dosc szybko opuszcza mnie jednak odwaga.

U podstawy wiezy wisza jakies kable i akumulatory, wszystko wyglada na duzo swiezsze niz cala konstrukcja budynku.

Kawalek dalej stoi pagoda.

Chyba z zalozenia miala byc knajpa, teraz zamieszkują ja jedynie pająki tkajace wyjatkowo ładne i mocne sieci (wpadlam w jedna i nie udalo mi sie jej zerwac- wyplatalam sie a pajeczyna zostala na miejscu prawie nietknieta).

Lampy mi sie tu podobaja!

Miejsce wyglada fajnie na nocleg- zaciszne, osloniete, czyste. Tak wemknac sie wieczorem z plecakiem, jakby siedziec cicho to nikt by sie nie czepil. Troche sie obawiam ze nas moglyby poki co zdradzic chichoty, kwiki i radosne gugania ;) Nie wiem jak to dziala ale najglosniejsze gugania i spiewy włączaja sie wlasnie tam, gdzie nie jest to wskazane. Wiec poki co z konspiracja i bezglosnym skradaniem sie mamy pewien problem ;)

Przy pagodzie jest czerwne molo, przywodzace na mysl deptak bedacy duma Batumi. Podobna kolorystyka i rozmach. Fale jednak nie doceniaja elegancji i wykwintnosci tego miejsca i dosyc skutecznie go rozpiepszaja. Po bokach owego molo postawiono wiele malych latarni.

Przy blizszym przyjrzeniu odkrywamy ze latarnie zostaly zbudowane z….. gipsu i plastikowych butelek. Ciekawy patent! :D

Gdy oddalamy sie od morza dostrzegamy jeszcze kilka wykonczonych hoteli pod ktorymi pasa sie krowy.

Zreszta one sa tez glownymi uzytkownikami promenad i wielopasmowych autostrad, ktore nagle koncza sie w polach na ogromnych rondach prowadzacych donikad.

Po drodze kolejny dziwnoksztaltny nieczynny budynek przed ktorym siedzi straznik i widac go pilnuje.

Z daleka wypatrzylismy kolejny budynek z serii “tak szkaradny ze az ładny”, ktory fikusnoscia przebija wszystkie pozostale. Wyglada troche jakby zbudowano go z papieru, jak origami. W dwie strony stercza jakby ogromne szczypce. Stoi sobie na koncu molo. Nie ma do niego dostepu, bo u nasady betonowej mierzei jest jakis plac budowy czy zaklad przemyslowy. Nie wiem wiec czy budynek ma wejscie i jak wyglada w srodku. Wiem tylko ze wyje na wietrze tak przerazliwym dzwiekiem jak jakas setka dusz potepionych ;) Brzmi jak histeryczny płacz osoby obłąkanej. Sciezka dzwiekowa zdecydowanie wiec pasuje do obrazu!

Cala okolica jest tu zarzucona betonowymi klocami do ochrony przed falami. Nie wiem czy faktycznie pełnia tu taka funkcje- czy moze tu je odlewaja?

W to miejsce z Anakli mozna dotrzec droga o zmiennej nawierzchni i niepewnych mostkach. Prowadzi ona rownolegle do ślepej pieciopasmowki, ktora sie konczy na rondzie widmo.

Stoja tu jeszcze kolorowe bloki, otoczone murem z basztami. Wszystko jest utrzymane w barwach cukierkowych i wyglada jak kostrukcja z klockow albo imitacja placu zabaw.

Wokol rosnie sitowie, kreca sie miejscowi, rybacy, pozyskiwacze zlomu, zakochane pary.

Cala ta miejscowosc ma iscie nieziemski klimat- obłędu, absurdu, megalomanii, nierealnych fantazji na prochach a przede wszystkim utopionych w błocie pieniedzy. Atmosfery obledu dodaje fakt, ze wszystko w tutejszych sklepikach czy namiotowym barze jest przynajmniej dwa razy drozsze niz gdzie indziej. Facet w sklepie oburza sie gdy rezygnuje z zakupow slyszac ceny. “Panią to dziwi? W nadmorskich kurortach ceny sa zawsze wyzsze. Jak kogos nie stac to niech nie przyjezdza”. Widac ludzie dostosowali sie do tych wymagan. Jestem jedyna niedoszla klientka tego sklepu. W barze rowniez hula jedynie wiatr i snuja sie dwa chude psy, jakby wciaz pelne nadziei ze zdarzy sie cud- przyjedzie bogaty wczasowicz, ktory nie dosc ze cos kupi- to jeszcze im rzuci jakis ochłap. Choc chyba złudne to nadzieje. W barze podaja jedynie piwo w puszkach i lody na patyku.

Wedlug opowiesci Enriko, gospodarza z Zugdidi, obecne władze Gruzji mają plan. Moze nierealny, moze absurdalny, ale napewno z rozmachem i przytupem. Anaklia nie nadaje sie na kurort, ktory mial pobic a przynajmniej odciazyc zatloczone Batumi. Tu teraz ma powstac wielki port. Symbole niedoszlego kurortu chca zrownac z ziemia, zaorac i zaczac od podstaw wielka budowe. Trzeba odciazyc port w Batumi. Trzeba sie uczyc na błędach swoich poprzednikow...

Moze za pare lat znow przyjade do Anakli… ;)

jabolowaballada.blogspot.com