Twoje konto

GTranslate

Wpisy

Data publikacji Temat | komentarz Komentarz W dziale
21.11.2019 - 17:57 Góry pachnące tymiankiem czyli Armenia 2019
KOMENTARZ:
Re: Góry pachnące tymiankiem czyli Armenia 2019

Opuszczamy wioskę Gosz i suniemy drogą w dół. Chwile siedzimy sobie w cienistej biesiadce pod skałami.

Zaraz potem łapiemy stopa. To obwoźny sklep z arbuzami, w którym w Gosz pytałam o pomidory. Więc poniekąd można powiedzieć, że znajomy. Zgodnie z poleceniem zrzucamy plecaki na arbuzy i pakujemy sie do szoferki. Jedziemy niedaleko, tylko do skrzyżowania, bo kierowca skręca na Khaczardzan, Czambarak i tamtędy planuje dojechac do Sorży. Ale dwa kilometry przejechane - zawsze coś! To odwieczny problem w łapaniu stopa, że większość ludzi pokazuje paluchem w dół, że oni tylko tu albo że zaraz skręcaja. A dla pieszego z plecakiem to każdy kilometr na wage złota.. A nasz kierowca na koniec nie chce nas wypuścić bez arbuza! Mówi, że nie ruszy póki nie zabierzemy jakiegoś dorodnego okazu. Wybieram więc najmniejszy i zjadamy go na rozdrożu, na schodach jakiegoś opuszczonego sklepiku. Chyba zaraz pękniemy! Cieżko w dwie osoby zjeść całego arbuza...

Próbujemy dalej łapać samochody jadące w strone Idżewanu. Zatrzymuje się niwa, a w niej dwóch dziadków w garniturach. Nie wiem po co się zatrzymali, bo nie bardzo chcą nas gdziekolwiek podwieść, mimo posiadanego miejsca. Tymczasem z bocznej drogi wyjeżdża uaz. To Nazar. Jedzie tylko do sklepu. Garniturowe dziadki wdają się z nim w długą i burzliwa rozmowe, połączoną z machaniem rękami, z której my, ze względu na język konwersacji, jesteśmy wyłączeni. Stoimy więc i tylko się głupio uśmiechamy. Chwile później informują nas, że przekonali Nazara aby nas zawiózł gdzie chcemy, tylko mamy mu zapłacić za benzyne. Cóż... nie taki był pierwotny plan, ale cóż zrobić.. Nie bardzo da rade teraz się wykręcić. Wsiadamy więc do uaza i jedziemy - w przeciwnym kierunku niż planowaliśmy. Próbujemy protestować, ale dziadki zostały hen daleko w swojej niwie, a Nazar nic kompletnie nie rozumie co do niego mówimy. Pokazujemy więc na mapie Idżewan, on potakuje i konsekwentnie sunie w strone Khaczardzanu.. No pieknie.. W tą strone to mogliśmy pojechac z arbuzami, jednocześnie umilając sobie trase pogawędką (arbuziarz próbował nas przekonać, że w ten upał to bardziej użyjemy nad Sewanem niż w idzewańskich górach). Skręcamy w jakieś boczne drogi, uaz podskakuje na wybojach i pokonuje kolejne brody.. Kurde, teraz to już nawet nie jest trasa na Sorże ;)

Docieramy pod samotny dom stojący w wąwozie. Nazar szczerzy zęby i znika w drzwiach do budynku. Chwile później pojawia się żona Nazara, syn, robotnicy naprawiający dach i w asyście stadka kur plątajacego sie pod nogami, idziemy do wiaty biesiadnej. Co się okazuje - przed taką daleką drogą trzeba się posilić, wypić kawe, zjeść ciasto i przepyszne wyplatańce całe zrobione z jakiś słodkich ziarenek. Wygląda to jak warkocz zrobiony z ciasta sezamkowego , ale o ziarnach grubszych, mieszanych z bakaliami i bardziej słodkie. Miło się siedzi w wiacie, buja na huśtawce, wcina smakołyki i słucha lokalnej muzyki z laptopa - są to utwory jakiegoś członka rodziny, z którego sa bardzo dumni... Chyba.. Bo ciężko tutaj o porozumienie. Np. syn Nazara, Nerek, mówi, ze jego kuzyn mieszka w Polsce. Pytam w jakim mieście. Nerek na to, że ma na imie Alek. Pytam czy długo mieszka w Polsce, odpowiedź brzmi, że ma trzech synów. Chwalę skoczną piosenkę lecącą z głośnika - a gospodyni dziekuje mi bardzo, przytula się i mówi, ze faktycznie winogrona obrodziły w tym roku. Tak sobie więc miło gawędzimy. Jak to mawiają "dziad o krupach a baba o fiołkach". Czas mija sielsko i smakowicie, wjeżdża też na stół domowe winko. Zaczynamy sie też zastanawiać, że może to nam się wydaje, że jedziemy z Nazarem do Idżewanu, a on myśli np. że przyjechaliśmy do nich w gości na tydzień?? Mamy też dużą chwile niepewności, gdy Nerek żegna się ze wszystkimi czule, wsiada w uaza i znika w oddali - razem z naszymi plecakami i jakims nieznanym gościem w środku, który akurat przed chwilą przyszedł. Na szczęście się okazuje, że auto miało nagłą i pilną potrzebę przewieźć gdzieś jakiś stukilowy worek, który czterech chłopa nie może podnieść i wdusić do auta.

Robimy sobie też wspólne zdjęcie tzn. my ustawiamy się na huśtawce, a jeden z robotników od dachu próbuje nas sfotografować. Pokazuje mu guzik, który trzeba nadusić. Wychodzi film. Powtarzamy drugi i trzeci raz. Trudno. Będzie film. Wytniemy z niego zdjęcie. Na zdjęcie z samowyzwalacza ekipa nie chce się zgodzić.

Ostatecznie napasieni słodkościami po uszy jedziemy z Nerekiem do Jenokawanu.

 Skoro już mamy transport to niech podwiezie nas tam, gdzie naprawde nam trzeba. Zaczynamy oczywiście od wizyty na stacji benzynowej, tu każdy jeździ na rezerwie.

Nazar zadbał o moją wygode. Uaz ma wymontowane tylne siedzenia, więc wstawia mi pieniek, a na nim układa ogromna poduszke. Konstrukcja jest bardzo wygodna w stanie stacjonarnym. Jest jednak na tyle niestabilna, że na każdym zakręcie czy drogowej nierówności (a występuja one dosyć często), lece jak worek kartofli, rozbijając morde o inna część auta. Czuje się troche jak na tych zawodach pt. "kto dłużej usiedzi na narowistym byku". Musze przyznać, że nabieram w tym wprawy - i pod koniec trasy balansuje na pieńku juz całkiem nieźle!

Nerek bardzo pilnuje abym nie schodziła z pieńka i nie siadała na podłodze, co ponoć jest obrazą dla gospodarza. Co chwile też zatrzymuje się, wysiada, prześciela mi poduszke, albo chociaż pyta czy mi wygodnie. Krzycze więc, ze tak, wywijając jakiś kolejny rozpaczliwy taniec, bo akurat trafilismy na bród z jakąś niespodziewaną rurą zakopaną w glinie. Taniec kończy się zwojem jakiś dziwnych kabli, wyrwanych szlag wie skąd, które trzymam w rece. Człowiek jak bezładnie leci to się podświadomie łapie wszystkiego co jest na drodze. Coś jest z tym powiedzeniem o tonacym i brzytwie... ;) Krzycze więc, ze "tak, wszystko w porządku", a kable po cichu odkładam koło jakiegoś worka leżącego przy nadkolu. Nerek kiwa głową, daje po gazie i podgłaśnia muzykę, aby wykazać swe ukontentowanie lub/i uprzyjemnić nam jazde. Auto piłuje ostro pod góre - wieś Jenokawan jest położona bardzo wysoko w stosunku do leżącego w dolinie Idżewanu. Cieszymy się, że nie musimy tych serpentyn pokonywać piechotą.

Jenokawan wita nas kamiennym (a może metalowym?) sołdatem celującym z pepeszki w cerkiew.

 Jest też sklepik, gdzie nabywamy piwo. Babka w sklepie sugeruje nam, aby z piwem nie siadać pod sklepem, tylko kawałeczek dalej pod urzędem, bo tutaj jest tak w zwyczaju. Chwile później zagaduje nas wracająca do domu urzędniczka. Zwróciła jej uwagę moja gęba, a zwłaszcza niebieskie oczy. Wtedy też po raz pierwszy rzuca mi się na szyje. Ona mieszka tu juz 40 lat, ale wciąż tęskni za widokiem niebieskich oczu, przypominających jej czasy dzieciństwa. Ma męża Ormianina, 6 dzieci i 15 wnuków. Żaden z potomków nie odziedziczył niebieskich oczu. Mówie jej, że moja córeczka też ma czarne oczka - widać to cecha jakaś bardziej dominująca. Babeczka rzuca mi się na szyje po raz drugi, wołając, że łączy nas "ta sama bida" (cóż, ja nigdy tego nie pojmowałam w tym aspekcie, mi się kabacze oczka jak węgielki od zawsze bardzo podobały!). Nasza urzędniczka pochodzi z Estonii. Przyjechała tutaj bo w Idżewanie przydzielono jej prace. Takie były czasy. Miała tu nakaz pracy na 5 lat, a potem mogła wrócić. Ale ponoć zwykle młodzi pracownicy zostawali juz w miejscach swojego "zesłania", żenili się, wrastali w środowisko, żal im było rzucać sprawdzoną prace, mieszkanie i wracać niby do siebie, ale zawsze troche na tym etapie w nieznane. Ona sama pochodzi z Parnu. Cieszy się, gdy mówię, że tam byliśmy. Opowiadam jej, że w Parnu robiliśmy zakupy, a potem kawałek dalej w Lihuli zepsuł sie nam samochód i.... ""W Lihuli? Byliście w Lihuli???" - babeczka ze łzami w oczach rzuca mi sie na szyje po raz kolejny. "Tak naprawde ja nie jestem z Parnu tylko właśnie z Lihuli. Ale mówie zawsze, że z Parnu albo z Haapsalu, bo nikt i tak by nie kojarzył malutkiego miasteczka, położonego gdzieś z dala od głownych dróg, gdzie nic nie ma." Opowiadam jej więc, że przecież są piekne ruiny wielkiego kościoła - babka oczywiście je pamieta, mieszkała w domu dokładnie naprzeciw, przy samym skrzyżowaniu. Czy jej dom jeszcze stoi? Może tak. Tam było dużo starych, drewnianych domów... Ciekawy zbieg okoliczności takie spotkanie.. solidarności niebieskich oczu ;)

Powoli wychodzimy z wioski. Pylista droga wije się serpentynami pod góre.

Domy pojawiają się coraz rzadziej, za to porzuconych wraków aut coraz więcej...

Niektóre zabudowania wioski przycupnęły na samym urwisku..

 Bo tu zaczyna być widać wąwóz.. Ten wąwóz, na którego dno dziś właśnie zmierzamy!

cdn

Relacje z długich wypraw i krótkich wypadów
28.10.2019 - 13:53 Kutaisi - Swanetia
KOMENTARZ:
Re: Kutaisi - Swanetia

z chcięcią bym się do ciebie dołaczył jednak nie mogę :( i daleko jestem 

Transport w Gruzji
26.10.2019 - 21:06 Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce, jedzeniu, spaniu
KOMENTARZ:
Re: Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce...

mosok.rol:

zaraz wkakuje na laptopa i idę oglądac :) zapowiada sie ciekawy kanął 

Serdecznie zapraszamy! Subskrybuj nasz kanał i koniecznie zostaw po sobie komentarz, żebyśmy mogli robić co raz to lepsze filmy.

Turystyka, wyprawy i podróże...
26.10.2019 - 15:22 Wjazd na wizę turystyczną
KOMENTARZ:
Re: Wjazd na wizę turystyczną

nie spotały cię zadne problemy ? może założysz taki temat i opowiesz o tym 

Turystyka - Społeczeństwo - Polityka - Gospodarka
26.10.2019 - 15:21 Lokalny kierowca z autem
KOMENTARZ:
Re: Lokalny kierowca z autem

użytownik cudano :) bardzo dobrze poleca :) mysęlę to to jest najlepsze rzwiaznie :) 

Informacje dla podróżnika i turysty
26.10.2019 - 15:21 OPTYMALNY TRANSPORT Z TBILISI DO SWANETII
KOMENTARZ:
Re: OPTYMALNY TRANSPORT Z TBILISI DO SWANETII

trzeba sprawdzać takie rzczey przed wyjazdem by nie naciąć sie na takie przypadki kłopoty po co się strssować w podózy 

Turystyka, wyprawy i podróże...
26.10.2019 - 15:20 Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce, jedzeniu, spaniu
KOMENTARZ:
Re: Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce...

zaraz wkakuje na laptopa i idę oglądac :) zapowiada sie ciekawy kanął 

Turystyka, wyprawy i podróże...
17.10.2019 - 21:26 Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce, jedzeniu, spaniu
KOMENTARZ:
Re: Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce...

Cześć. Sam atak szczytowy to 16 godzin akcji górskiej. Ale wcześniej wchodziliśmy przez trzy dni do basecampu i przechodziliśmy aklimatyzację. Poniżej linki do naszych filmów z ataku na Kazbek:

Aklimatyzacja: https://www.youtube.com/watch?v=vT5CWi2dUVk 

Atak: https://www.youtube.com/watch?v=0a-MzhjIGqY

Koniecznie dajcie znać, jak Wam się podobały fimy i zachęcamy do subskrybowania naszego kanału.

Turystyka, wyprawy i podróże...
17.10.2019 - 15:41 Gruzja - ubezpieczenie kosztów leczenia itp
KOMENTARZ:
Re: Gruzja - ubezpieczenie kosztów leczenia itp

dla wszelkiego spokoju, należy zapłaicć to ubezpieczenie nie widomo co sie może zdarzy a przeozrny zawsze .... ;p

serwistir.atthost24.pl

Turystyka, wyprawy i podróże...
17.10.2019 - 15:41 Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce, jedzeniu, spaniu
KOMENTARZ:
Re: Capki na końcu świata- o podróżach autostopem, wspinaczce...

ile godizn trwała ta wędrówka? :p ale fajna przygoda musiała być az zazdroszcze

serwistir.atthost24.pl

Turystyka, wyprawy i podróże...